Choć dzień ma się ku końcowi, to jednak może jeszcze w nawiązaniu do dzisiejszego czytania z Dziejów Apostolskich (Dz 9,1-20) kilka słów o nawróceniu św. Pawła, które to wydarzenie wspomina się w Kościele corocznie 25 stycznia.
Jakiś czas temu w trakcie wieczornej audycji w Radiu Maryja nt. Opatrzności Bożej, zaproszony kapłan, udzielając odpowiedzi jednemu ze słuchaczy, zastanawiał się, nad tym, czy pod Damaszkiem było nawrócenie czy też powołanie Szawła na Apostoła, sługę Pana Jezusa Chrystusa, którego do tego momentu zawzięcie prześladował w osobach chrześcijan (Dz 9,1n.13 i 22,4.8 i 26,10n), występując przeciwko Imieniu Jezus (Dz 26,9), w którym to Imieniu zostaliśmy zbawieni (Dz 4,12). Zapewne było zarazem jedno i drugie.
O tym, co wydarzyło się pod Damaszkiem, co spotkało Szawła w drodze do Damaszku dowiadujemy się z dzisiejszego fragmentu Dz. Apost., że ziejący nienawiścią wobec wyznawców Jezusa Chrystusa, Szaweł otrzymawszy w Jerozolimie stosowne upoważnienie i pełnomocnictwo od żydowskich arcykapłanów, wyruszył wraz z towarzyszącymi mu ludźmi do Damaszku, celem pojmania tamtejszych chrześcijan, przyprowadzenia ich do Jerozolimy i uwięzienia (Dz 9,2; por. 22,5 i 26,10-12). Ale w drodze do Damaszku, stało się coś niespodziewanego, nieoczekiwanego też i dla samego Szawła, co sprawiło, że jego zamiary zostały zniweczone, a jego dalsza droga życiowa diametralnie się zmieniła, zmieniła kierunek o 180°.
W światłości ukazał się Szawłowi Pan Jezus Chrystus Zmartwychwstały, który wyjaśnił mu dlaczego to uczynił: ‘ukazałem się tobie po to, aby ustanowić cię sługą i świadkiem tego, co zobaczyłeś (coś ujrzał) i tego, co ci jeszcze objawię’ ” (26,16), a on sam powie: „Widziałem Jezusa, Pana naszego. … W końcu, Chrystus zmartwychwstały, ukazał się także i mnie, najmniejszemu ze wszystkich apostołów” (1Kor 9,1 i 15,8). A nadto w drugim Liście do Koryntian św. Paweł, tak pisał z pokorą o sobie, o tym co go spotkało pod Damaszkiem, a spotkała go nadzwyczajna łaska:
„Teraz przejdę do widzeń i objawień Pana. Znam ci ja człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty – czy działo się to w ciele jego, nie wiem, czy też poza ciałem jego, nie wiem, Bóg to wie – został porwany w zachwycie do trzeciego nieba.” (2 Kor 12,1-2).
W ‘Dialogu’ , Bóg Ojciec, w taki oto sposób wyjaśnia św. Katarzynie ze Sieny, sens tych słów Pawłowych:
„Wiedz, że święci i każda dusza, która posiada życie wieczne, ma pragnienie zbawienia dusz, lecz pragnienie bez cierpienia. Cierpienie bowiem skończyło się z ich śmiercią, ale nie skończyła się ich miłość, bo tej miłości, z którą przyszli do Mnie nie utracili. Upojeni krwią nieskalanego Baranka, przyobleczeni w miłość bliźniego, przechodzą przez ciasną bramę (Mt 7,14), skąpani krwią Chrystusa Ukrzyżowanego i znajdują siebie we Mnie, oceanie pokoju, wolni od niedoskonałości, to jest od nienasycenia, i zjednoczeni z doskonałością, gdzie są nasyceni wszelkim dobrem. Paweł widział i poznał to szczęście, gdy wzniosłem go do trzeciego nieba, to jest do wysokości Trójcy Świętej. Tam kosztował i doznał prawdy i otrzymał w pełni Ducha Świętego, tam przyjął naukę Mej Prawdy, Słowa wcielonego. Tam dusza jego, przez upodobanie i zjednoczenie ze Mną, Ojcem wiecznym, przyoblekła się, jak błogosławieni, w życie wieczne, choć nie oddzieliła się od ciała. Lecz ponieważ spodobało się Mej dobroci uczynić zeń naczynie wybrane (Dz 9,15; Rz 9,15n) w przepaści Mojej wiecznej Trójcy, wyzułem go z siebie, gdyż we Mnie cierpieć nie można, a chciałem, aby cierpiał dla Imienia Mego (9,16; por.15,26 i 21,13). Postawiłem więc jako przedmiot przed okiem jego intelektu Chrystusa ukrzyżowanego, przyoblekając go w naukę Jego (1Kor 1,23 i 2,2), wiążąc go i skuwając łaskawością Ducha Świętego, który jest ogniem miłości i dawcą Mych darów i łask. On, jak naczynie gliniane dał się ukształtować (Syr 33,13; Rz 9,21) i poprawić dobroci Mojej, nie stawiając oporu.
Kiedy go uderzyłem (por. Prz 23,14; Ez 7,9), rzekł tylko: ‘Panie, co chcesz, abym uczynił? Powiedz mi, co chcesz, abym czynił, a uczynię’ (Dz 22,10). Pouczyłem go więc, stawiając przed jego oczyma Chrystusa ukrzyżowanego, przyoblekając go w naukę Mej Prawdy; oświeciłem go doskonale światłem prawdziwej skruchy, ugruntowanej w Mej miłości, która zmazała jego grzechy (por.1P 4,8; Rz 4,7n). Odtąd znał tylko naukę Chrystusa ukrzyżowanego. Przylgnął do niej tak, że nic nie mogło go od niej oderwać ani napastowania diabła, ani pokusy cielesne, które go niekiedy trapiły z dopustu Mej dobroci, gdyż chciałem, ażeby wzrastał w łaskę, zasługę i pokorę, skosztowawszy wzniosłości Trójcy (1 Kor 12,7). Nigdy nie rozstał się z tą szatą. Mimo udręczeń i prześladowań trwał ściśle w nauce Chrystusa ukrzyżowanego(Rz 8,35), z którą zrósł się tak nierozdzielnie, że wolał oddać życie, aniżeli zdradzić ją (Ga l,6-9), i powrócił z nią do Mnie, Ojca wiecznego.
Paweł poznał, co znaczy kosztować Mnie, bez obciążenia ciałem. Bo dałem mu te radość przez zjednoczenie, nie rozdzielając go jednak z ciałem całkowicie. Kiedy wrócił do siebie, przyobleczony w szatę Chrystusa ukrzyżowanego, zdawało mu się, że w porównaniu z doskonałością miłością, której kosztował we mnie i którą widział w błogosławionych, oddzielonych od ciała, jego miłość jest niedoskonała. Ciężar jego ciała był w jego oczach przeszkodą do tego doskonałego nasycenia pragnienia, które dusza znajduje po śmierci.
Tak niedoskonała i słaba wydała mu się pamięć nie pozwalała mu się zatrzymać, zachować, kosztować Mnie w tej pełni, która posiadają święci. Dopóty trwał w tym ciele, wszystko w tym ciele wydawała mu się przewrotnym prawem, powstającym przeciwko duchowi. Nie był to opór grzechu, gdyż upewniłem go co do tego, mówiąc doń: Pawle, dosyć masz łaski Mojej (2Kor 12,9). Była to przeszkoda stojąca na drodze do doskonałości ducha, która polega na możności oglądania Mnie w Mej istocie. Ponieważ ciężar ciała przeszkadzał temu widzeniu. Paweł zawołał: ‘nieszczęsny ja człowiek, kto mnie uwolni od ciała mego? Bo inne prawo widzę w członkach moich, które mnie wiąże i sprzeciwia się prawu ducha’ (Rz 7,24.23). I to jest prawdą. Pamięć, zależna od ciała, tępieje, intelekt obarczony jego ciężarem, nie może oglądać Mnie takim, jaki jestem w Mej istocie; wola, spętana, nie może zjednoczyć się ze Mną, aby kosztować Mnie bez cierpienia. Słusznie więc skarży się Paweł, że ma w ciele prawo, które powstaje przeciwko duchowi. (…).
Paweł mówił nie tylko o walce żądzy zmysłowej przeciw duchowi, skarżył się też na ciało, do którego był przykuty, gdyż przeszkadzało mu widzieć Mnie do pewnego czasu, to jest do śmierci. Oko jego było bezsilne i nie mogło oglądać Mnie, Trójcy wiecznej, w widzeniu świętych nieśmiertelnych, którzy bez przerwy oddają cześć i chwałę Imieniu Mojemu (Ps 84,5). Znajdował się bowiem wśród śmiertelnych, którzy Mnie ciągle obrażają, pozbawiony Mego widoku, możności oglądania Mnie w Mojej istocie ( ale: Flp 1,21-26!).
Nie znaczy to, aby Paweł i inni słudzy Moi nie widzieli i nie kosztowali Mnie, jednak nie widzą i nie kosztują Mnie w Mej istocie, tylko w działaniu miłości Mojej, która objawia się w sposób rozmaity, wedle tego, jak podoba się dobroci Mojej odsłonić wam Mnie Samego.
Każde widzenie, która dusza otrzymuje przebywając jeszcze w ciele śmiertelnym, jest ciemnością w porównaniu z tym, co widzi dusza rozłączona z ciałem.
Toteż Pawłowi zdawało się, że wrażenia zmysłowe przeszkadzają widzeniu duchowemu i że ludzie, i grube wrażenia ciała nie pozwalają oku intelektu oglądać Mnie twarzą w twarz; wola jego zdawała się związana i niezdolna kochać mnie tak, jak pragnął, gdyż w życiu tym każda miłość jest niedoskonała, dopóki nie dojdzie do doskonałości. Miłość Pawła nie była niedoskonała pod względem łaski i miłości; miłość jego była doskonała… (z rozdz. ‘Nauka o Moście’).
Podobnie jak Szaweł, tak i św. S. Faustyna została porwana w duchu w zaświaty, tak to opisując w ‘Dzienniczku’ (pkt 300):
„W pewnej chwili zastanawiałam się o Trójcy Świętej, o Istocie Bożej. Koniecznie chciałam zgłębić i poznać, kto to jest Ten Bóg… W jednej chwili duch mój został porwany jakoby w zaświaty, ujrzałam jasność nieprzystępną (por.1Tm 6,16), a w niej jakoby trzy źródła jasności, której pojąć nie mogłam. A z tej Jasności wychodziły słowa w postaci gromu i okrążały niebo i ziemię. Nic nie rozumiejąc z tego, zasmuciłam się bardzo. Wtem z morza jasności nieprzystępnej wyszedł nasz ukochany Zbawiciel w piękności niepojętej, z Ranami jaśniejącymi. A z onej jasności było słychać głos taki: Jakim jest Bóg w istocie Swojej, nikt nie zgłębi ani umysł anielski, ani ludzki. Jezus mi powiedział: poznawaj Boga przez rozważanie przymiotów Jego. Po chwili Jezus zakreślić ręką znak krzyża i znikł”.
O jakie to przymioty Boga chodzi można dowiedzieć się z p-ktu 180 „Dz-czka” (por. też
p-kty: 472 i 911).
Szawłowi w drodze do Damaszku ukazał się niejako twarzą w twarz sam Jezus Zmartwychwstały. Jak trzeba rozumieć owo oglądanie Boga twarzą w twarz? Odpowiedź na to pytanie znaleźć możemy w książce Anny ‘Świadkowie Bożego Miłosierdzia’, gdzie tak czytamy:
„Oglądanie Boga twarzą w twarz jest to obrazowe określenie „zobaczenia”, a więc poznania, zrozumienia, kim jest Bóg. „Zobaczenie” kogoś – to określenie ludzkie, bo człowiek ogląda przy pomocy wzroku, ale tutaj (tj. w niebie) nie „ogląda się”, a pojmuje: natychmiastowo, jasno, bezbłędnie i prawdziwie. Pojmuje w sensie zgłębiania tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego, bo to, co należy do istoty Bytu Boga, świadome jest tylko Jemu Samemu. Spotkanie z Bogiem, jest spotkaniem bytu stworzonego, jednego z nieprzeliczonej liczby bytów powołanych do istnienia przez ojcowska miłość Boga, z Nim Samym. Inaczej mówiąc, jest to zaznanie mocy tej miłości, z której każdy z nas powstał, natychmiastowe przyjęcie prawdy o Bogu, jako o naszym Ojcu (Iz 63,16 i 64,7), czyli pojęcie całym sobą – kim jest Bóg w stosunku do bytów powołanych przezeń do istnienia, i indywidualnie – kim jest dla mnie samego.
Tu nie ma procesu rozumowania, nie „uczy się”, lecz z niesłychaną jasnością, wie – jakim Bóg zawsze był i jest dla mnie, ile mi dał, jak mi zaufał, dając mi taką właśnie, a nie inną drogę, zadanie życia, jak pragnie mojego szczęścia, w jaki sposób od początku mojego istnienia opiekował się mną, dbał o mnie, czuwał przy mnie, bronił, osłaniał, po wielokroć ratował (Ps 121,7), jak nieskończenie mnie kocha(ł) i jak jest szczęśliwy, że ma mnie znów przy sobie. … Kiedy człowiek staje wobec Boga (a więc w prawdzie), poznaje samego siebie, jakim miał się stać w zamyśle Pana. I im dalej był od miłości, tym gorzej siebie osądza. Pojmuje, na ile sprzeciwiał się sam i jak szkodził bliźnim z własnej winy, bo pojmuje ( też wedle indywidualnej możności swej natury) dużo szerzej, mianowicie: plany Boga dla ludzkości, wspaniałe, ożywiające i podtrzymujące życie na ziemi, i swój w nich współudział lub sprzeciw czy bierność. To jest sąd szczegółowy w prawdzie, pierwsze otwarcie oczu duszy w Bożym świecie. Człowiek osądza sam swój stan; ale że Bóg jest i że jest miłością, poznaje to każdy, kto przekracza granicę ciała. Jednakowoż ci, którzy go kochali i zawierzyli Mu, wykazując prawdziwość swojej miłości w próbach, ci nie znają sądu”.
(cz. 2, z rozdz. ‘Świadectwa dane na życzenia Pana’).
Kim był przed swym nawróceniem św. Paweł? On sam o sobie, tak mówił: „jestem Żydem, urodzonym w Tarsie w Cylicji, lecz wychowałem się w tym mieście (tj. w Jerozolimie). Otrzymałem najstaranniejsze wykształcenie w Prawie ojczystym. Moim nauczycielem był sam Gamaliel (Dz 5,34), gorliwie i pełen żarliwości służyłem Bogu … żyłem według zasad najsurowszego stronnictwa naszej religii, jako faryzeusz (Dz 22,3 i 26,5; por. 23,6 i Ga l,14 i Flp 3,5).
I dalej jak wyznaje, uważał sobie za obowiązek wszelkimi sposobami gwałtownie występować przeciwko imieniu Jezusa z Nazaretu, będąc wrogo do Niego nastawionym (Dz 26,9). I dlatego niszczył Kościół, szalał okrutnie przeciwko Jego wiernym, prześladując ich po miastach, wtrącając do więzienia (Dz 8,3 i 9,1 i 22,4 i 26,10-12); siał grozę i przerażenie, kierując się nienawiścią, dyszał, był ogarnięty żądzą zabijania uczniów Pańskich (9,1). Czyniąc to, co czynił , działał w nieświadomości {podobnie, jak działali w nieświadomości synowie Izraela, do których przemawiał św. Piotr krużganku Salomona i ich zwierzchnicy, nie uznający Jezusa za Mesjasza: Dz 3,17; por. 13,27n}, niewierze (1Tm 1,13; por. Hbr 3,12), będąc pełen żarliwości ku Bogu, nie opartej jednak na pełnym zrozumieniu (Rz 10,2), bowiem z niezwykłą gorliwością prześladował Kościół Boży (Flp 3,6 i 1Kor 15,9), chcąc, usiłując go z n i s z c z y ć (Ga 1,13), będąc przekonany, że uda mu się ten zamiar zrealizować, ale Pan ten zamiar udaremnił, albowiem bezcelowym było dalej dla Szawła wierzgać przeciwko ościeniowi (Dz 26,14; por. Pwt 32,15 i Oz 13,6!).
W jednym ze swych Orędzi [nr 297 z 9.11.1984], Matka Boża do swych umiłowanych synów, Kapłanów, tak mówiła:
„W 1917 roku ujawniłam Mój plan w prorockiej zapowiedzi w Fatimie, w chwili gdy w wyraźny sposób ukazała się wielka walka pomiędzy Niewiastą obleczoną w słońce i czerwonym Smokiem (Ap 13,1.3; Ów wielki czerwony Smok to ateistyczny komunizm, który wszędzie rozszerzył błąd negacji i uporczywego odrzucania Boga. To marksistowski ateizm, ukazuje się on z dziesięcioma rogami, tzn. z mocą swych środków przekazu, aby doprowadzić ludzkość do nieposłuszeństwa dziesięciu przykazaniom Bożym). Walka ta trwała przez cały obecny wiek. Mój przeciwnik – przekonany, że potrafi z n i s z c z y ć Kościół i doprowadzić całą ludzkość do powszechnego odrzucenia Boga – rzucił pełne pychy wyzwanie (Hi 15,25n). Pan przyznał mu ten okres czasu (por. Łk 22,53c), ponieważ na koniec pycha czerwonego Smoka zostanie złamana i pokonana przez pokorę, małość i mac waszej Niebieskiej Mamy – Niewiasty obleczonej w słońce Moje zwycięstwo polegać będzie przede wszystkim na doprowadzeniu do tego, że światło, którego źródłem jest słońce, znowu zabłyśnie nad światem i nad Kościołem. Świat rozświetli się na nowo, ponieważ cały odda się adoracji i uwielbieniu Boga (por. Tb 14,5-6)”.
Szaweł był przekonany, że postępując tak jak postępował, służy samemu Bogu Jahwe, w trosce o Jego chwalę i czystość wiary w Jedynego Boga, prześladując i nastając na życie wiernych Pana, który Pan przestrzegał, by się załamali w wierze, że: „nadchodzi godzina, w której każdy (a więc też i Szaweł), kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć (tj. miłą rzecz) Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca (tj. nie będą wierzyli, iż Bóg jest Moim Ojcem, a Ja Jego Synem, który stałem się przez Wcielenie człowiekiem), który Mnie posłał, ani Mnie” (J 16,2n; por.8,18n i Dz 26,9-11). Ale tak naprawdę został zwiedziony przez ojca kłamstwa, w którym nie ma prawdy (J 8,44), podającego się za anioła światłości (2 Kor 11,14). Demon znalazł dojście do Szawła, bazując na jego wierności judaizmowi i tradycji religii żydowskiej i fałszywemu odczytaniu Prawa i proroków, co do osoby Mesjasza, tak, że jak mówił: „mnie samemu zdawało się, że powinienem gwałtownie występować przeciwko imieniu Jezusa z Nazaretu” (Dz 26,9), zdawało mu się, że to, co robi, jest rzeczą słuszną i podoba się Bogu, w myśl słów Pisma: „jest droga, co komuś zdaje się słuszną, lecz w końcu prowadzi do zguby” (Prz 14,12), ale w rzeczywistości na myśl mu nie przyszło i nie zdawał sobie z tego sprawę, że służył wrogowi wszelkiej prawdy, szatanowi, sądząc, że ‘cel uświęca środki’.
Szaweł działał pod wpływem Złego, który zasugerował mu fałszywy obraz Jezusa, jako Mesjasza. Ogarnięty pychą, która zaślepiała go na prawdę o Mesjaszu (por. 2 Kor 4,4) i nie pozwalała jej dostrzec, taką, jaką w rzeczywistości jest (por. Ps 19, 13-14), współpracował z szatanem, jako jej przeciwnik. Szaweł służył planom nieprzyjaciela, w tym co robił nie było ani krzty miłości, bowiem przez swoje postępowanie wprowadzał nieustanny lęk, zagrożenie, postrach (podobnie jak budził strach, uzdrowiony później opętany z Gerazy przez złego ducha, a nikt nie mógł go przedtem poskromić: Mk 5,2nn).
Wobec bliźnich, kierował się nie miłością, lecz nienawiścią, czyli innymi słowy był na drodze wiecznej zguby własnej duszy, bo jak też mówi św. Grzegorz Wielki ‘pychą się wynosił’
(„Homilie na Ewangelie”, z homilii XXXIV, str.258; ATK, W-wa 1970).
„Tak się brzydzę pychą, że strąciłem ją z nieba, gdy anioł chciał wywyższyć siebie. Pycha – mówi Bóg Ojciec w ‘Dialogu’ – nie wstępuje do nieba, lecz spada w głąb piekła” (z rozdz.
‘Mistyczne Ciało Świętego Kościoła).
W Orędziach nt. szatana i jego działania, przekazanych poprzez włoskiego kapłana Ottavio Michelini, Pan Jezus, tak o nim mówił:
„Kim jest szatan? Jest to osoba duchowa, żywa, rzeczywista i potężna, z anioła przemieniona w najstraszliwszego potwora w swej brzydocie i przewrotności, jak też nieugaszonym pragnieniem zła i nienawiści… Jest on złem, bo ze złem się identyfikuje. Boga odrzucił przez pychę, by stać się panem i władcą królestwa ciemności. Szatan jest tym, który postanowił wieczną zgubę własną i tych zastępów anielskich, które uwierzyły w niego i za nim poszły. (…). Szatan jest kłamstwem, jest ciemnością. Bóg jest Światłością, Miłością, Prawdą, szatan jest przeciwieństwem tego wszystkiego. Jest zaprzysięgłym nieprzyjacielem Boga, zwłaszcza Słowa, Które stało się Ciałem i Jego Kościoła. Z n i s z c z y ć chciałby ich oboje. Jest utwierdzony w tym szalonym i nikczemnym postanowieniu, którego ani na chwilę nie przestaje wykonywać w każdym czasie i ze wszystkich swoich sił. (…). Szatan nienawidzi naturę ludzką jako taką i dlatego nienawidzi wszystkich ludzi, a zwłaszcza chrześcijan { ‘Ananiasz odpowiedział: „Panie, od wielu ludzi słyszałem, ile złego ten człowiek – Szaweł z Tarsu – wyrządził świętym Twoim w Jerozolimie”: Dz 9,13}… Bezgranicznie nienawidzi Chrystusa, Jego Matkę i Kościół, trwając w złudzeniu, że będzie mógł z n i s z c z y ć Tego, który mu przeszkadza w panowaniu nad ludzkością, którą wciąż jeszcze uważa za swoją zdobycz. To szalone złudzenie rodzi się z jego nieopanowanej pychy, bo pycha sama przez się jest zaślepieniem duchowym”. (z książki ‘Szatan naprawdę istnieje’).
Szaweł był zdobyczą szatana, którym on posługiwał się do swoich celów, do niszczenia pierwotnego Kościoła i jak to już było powiedziane, podążał drogą wiodącą do wiecznej zguby. O tym, że tak naprawdę jest, dowiedział się w momencie ukazania mu się Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego. Gdy Szaweł ujrzał w drodze do Damaszku światło jaśniejsze od słońca, upadł osłupiały na ziemię, do Jego stóp (Dz 9,4 i 22,7), upadli oniemieli ze zdumienia, też jego towarzysze (26,14). Ezechiel oglądał chwałę Pańską, po czym upadł na twarz i usłyszał głos Mówiącego (Ez 1,28), upadł na ziemię i prorok Daniel (Dn 10,7-9). Upadli na twarz w nocnym widzeniu na górze Tabor, gdy ujrzeli przemienionego Pana Jezusa, którego oblicze jaśniało jak słońce, po tym, jak usłyszeli z obłoku świetlanego, głos Boga Ojca, świadczący, że Jezus jest Synem Bożym, Panem, przejęci strachem, przerażeni trzej Apostołowie: Piotr, Jakub i Jan (Mt 17,2.5-6; por. 2P 1,17).
W nocy, w ogrodzie za potokiem Cedron, ci, którzy towarzyszyli zdrajcy Judaszowi, by pojmać Jezusa, na Jego słowa: „JA JESTEM” , cofnęli się i upadli na ziemię (J 18,1.3.6; por. Mt 28,3). Św. Jan będąc na wyspie Patos doznał zachwycenia w dzień Pański, gdy ujrzał Zmartwychwstałego Chrystusa, którego oblicze jaśniało jak słońce w pełnym blasku, upadł jak martwy do Jego stóp (Ap 1,9n.16.17; por. Dn 10,15).
Co łączyło tych wszystkich ludzi, którzy na widok Jezusa w Jego chwale upadli na twarz, zostali powaleni na ziemię niczym kłosy skoszonego zboża, przejęci wielką trwogą, drżąc ze strachu? Otóż w świetle Bożym przenikała ich świadomość, że są słabymi, ułomnymi i grzesznymi ludźmi, symbolizowało też tych, którzy byli w stanie grzechu śmiertelnego. Św. Paweł po nawróceniu, z całą mocą stwierdził:
„Jest to prawda, zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Dostąpiłem miłosierdzia po to, aby Jezus Chrystus mógł na mnie najpierw okazać całą Swą łaskawość i żebym jako przykład posłużył dla tych, którzy w późniejszych czasach przez wiarę w Niego odnaleźć mają życie wieczne”(1Tm 1,15-16).
Ale trzeba też dodać, że łaskę nawrócenia, zawdzięczał Szaweł, św. Szczepanowi, na którego zabicie przez ukamienowanie (jako karę za bluźnierstwo: Kpł 24,14.16.23; por. J 8,58n i 10,31-33 i 5,18; Dz 18,5n), zgadzał się (Dz 8,58 i 8,1a i 22,20). Tak, o tym mówił św. Katarzynie ze Sieny, Bóg Ojciec, w ‘Dialogu’:
„Dusza w grzechu śmiertelnym nie może spełnić żadnego dobrego czynu, który by zasługiwał na życie wieczne, gdyż czyn ten nie jest dokonany w stanie łaski. Nie powinna ona jednak wyrzekać się dobrych czynów, gdyż każdy dobry czyn otrzymuje nagrodę, a każdy grzech karę. Dobro spełnione poza łaską jest niedostateczne i nie zasługuje na życie wieczne. Lecz Boska dobroć i sprawiedliwość Moja dają jej za czyn niedoskonały nagrodę niedoskonałą. Już to nagradzam ja dobrami doczesnymi, już to użyczam jej czasu potrzebnego, aby się mogła poprawić. Niekiedy udzielam jej życia łaski ze względu na pośrednictwo sług Moich, którzy Mi są mili i których wysłuchuję. Tak uczynniłem świętemu Pawłowi, który przez modlitwę św. Szczepana (Dz 7,60) wyrzekł się niewiary i prześladowania chrześcijan. Widzisz więc, że w jakimkolwiek by stanie dusza się znajdowała, nie powinna zaprzestawać dobrych uczynków” (z rozdz. ‘Nauka o łzach’).
A zatem w świetle Bożej obecności, Szaweł ujrzał prawdę o sobie samym, dokąd zmierzał idąc swoją drogą, objawiona mu została też prawda o Panu Jezusie Chrystusie, której się sprzeciwiał i zwalczał ją z całą zawziętością, w którą też uwierzył, gdy po napełnieniu Duchem Świętym, spadły łuski z jego oczu (Dz 9,18), czyli ujrzał, gdy mu zostały ukazane jasno rzeczy, takimi jakimi są naprawdę, a których dotąd w swoim zaślepieniu pychą nie rozumiał.
Szawłowi ponadto wskazana została nowa droga, którą Bóg wybrał dla niego. I tą nową drogą (por. Iz 30,21a), szedł wytrwale już jako Paweł i nie zboczył z niej, będąc jej wierny aż do końca swego ziemskiego życia, oczekując od Pana wieńca sprawiedliwości (2Tm 4,8). Co miał czynić i co robił Paweł na tej nowej drodze, jakby w swoim drugim, choć dalszym życiu? Ten dawniejszy prześladowca, bluźnierca i oszczerca (1Tm 1,12) stał się sługą Jezusa Chrystusa, został powołany herolda, apostoła i nauczyciela Ewangelii (2Tm 1,11; 1Tm 2,7); tym, do których był pos(y)łany miał otwierać i otwierał oczy, by odwrócili się od ciemności, a zwrócili do światła, od władzy szatana do Boga (Dz 26,18).
W liście do Galatów oświadczył, że: „głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem i nie wyuczyłem się jej od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus” (Ga 1,11-12; por. Mt 16,16-17). Głoszenie Ewangelii o Chrystusie, Synu Bożym, którą Bóg już wcześniej zapowiedział przez swych proroków (Rz 1,1nn), Ewangelii Chrystusa (2Kor 2,12), poczytywał sobie Paweł jako ciążący na nim obowiązek, mówiąc: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” (1Kor 9,16), więc nie ceniąc sobie swego życia, nie bacząc na przeciwności, utrapienia, dokładał wszystkich sił, by nie uchylać się od tego obowiązku, od otrzymanego nakazu od Pana Jezusa, by dać świadectwo o Ewangelii łaski Bożej (Dz 20,24). Te biada, wypowiedział w kontekście odpowiedzialności, jaka na nim ciążyła, z racji tego, co mu zostało objawione, odpowiedzialności za zbawienie tych, do których był posłany, albowiem jak powiedział Pan Jezus: „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, od tego tym więcej żądać będą” (Łk 12,48; por. Mt 13,11). Świadom swej odpowiedzialności, wiedząc, że i on będzie musiał stanąć przed trybunałem Chrystusa, by zdać sprawę o sobie samym (Rz 14,10c.12), lękał się by przypadkiem nie zakopać, ukryć w ziemi, powierzony mu talent Ewangelii i nie spotkał go los złego i leniwego sługi, który sobie zasłużył, by go wrzucono w ciemności piekielne, tam, gdzie jest wieczny płacz i zgrzytanie zębów (Mt 25,24-25.30) i nie sprzeniewierzyć się w ten sposób objawionej mu woli Bożej (Dz 26,19; Ga 1,16).
Trafnie powagę tej sprawy, oddaje św. Faustyna:
„Otrzymać światło Boże, pozna(wa)ć czego Bóg od nas żąda, a nie czynić tego jest wielką zniewagą Majestatu Bożego. Dusza taka zasługuje, żeby ją Bóg opuścił zupełnie; jest podobna do Lucyfera, który miał wielkie światło, a nie pełnił woli Bożej. Dziwny spokój wstąpił w duszę moją, kiedy rozważyłam, że pomimo wielkich trudności, zawsze szłam wiernie za poznaną wolą Bożą. O Jezu, udziel mi łaski, abym w czyn wprowadziła (Jk 1,22) poznaną wolę Bożą” (‘Dzienniczek’, 666).
Paweł, by nie sprzeniewierzyć się woli Bożej, w swym „drugim” życiu gotów był dla imienia Pana Jezusa Chrystusa (przeciwko, któremu przedtem zawzięcie występował) poświęcając je dla Niego (Dz 15,26), gotów był cierpieć (co mu zresztą było zapowiedziane: 9,16), gotów był nie tylko na więzienie, ale też i na śmierć (21,13). Miał do wykonania dzieło głoszenia Ewangelii, by przywieść wielu do posłuszeństwa wierze, prowadzącej do życia wiecznego ( Rz 1,5; Ef 2,5.8). Dlatego, jeszcze raz to trzeba powiedzieć, świadom swego obowiązku, wołał: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” , bo gdyby tego nie był czynił (Dz 20,26n!), nie pozostało by mu nic innego, jak tylko oczekiwanie ze strachem i przerażeniem strasznego sądu Bożego i katuszy ognia piekielnego (Hbr 10,27), sam by się zatracił, a nadto byłby winny zguby wiecznej tych, do których był posłany przez Jezusa, a nie poszedłby do nich, do wskazanych miejsc (por. Rz 10,14n). Nadto, gdyby nie głosił Ewangelii, jego wieczna męka powiększyłaby się o męki tych, których potępienia byłby przyczyną!
Podobnie, jak św. Paweł, tak i św. S. Faustyna, powołana była do tego, aby przez nią realizowało się dzieło Boże ratowania dusz, przez szerzenie Orędzia o niepojętym Miłosierdziu Bożym (a jak wiadomo z lektury „Dz-czka” temu dziełu bardzo przeciwstawiał się, mający je w nienawiści szatan: zob. p-kty: 764, 812, 1167 i 1659 oraz 1384), a więc i na niej spoczywała za nie, wielka odpowiedzialność. Tak, to opisywała w ‘Dzienniczku’:
„Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej.W milczeniu wpatrywałam się Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: ‘wymaluj obraz wg rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie. Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako Swej chwały’. (…). Usłyszałam takie słowa: ‘Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem Miłosierdzia. (…). Kiedy chciałam się usunąć od tych wewnętrznych natchnień, Bóg mi powiedział, że będzie żądał w dzień Sądu ode mnie wielkiej liczby dusz”. (52) i
„Nagle ujrzałam Pana, Który mi powiedział: ‘wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielka liczbę dusz w dzień Sądu.. Po tych słowach Pana jakaś bojaźń wstąpiła w duszę moją i lęk. Nie mogłam się uspokoić sama w sobie. Brzmiały mi te słowa: tak, to mam nie tylko za siebie odpowiadać w dzień sądów Bożych, ale i za inne dusze. Te słowa głęboko wryły mi się w serce moje. Kiedy wróciłam do domu, weszłam do kapliczki, upadłam na twarz przed Najśw. Sakramentem i powiedziałam Panu: wszystko uczynię, co będzie w mej mocy, ale proszę Cię, Ty zawsze bądź ze mną i daj mi moc do spełnienia woli Twojej świętej, bo Ty wszystko możesz, a ja nic sama z siebie” (154).
W swym „drugim” podarowanym przez Pana życiu Paweł robił dokładnie odwrotnie to wszystko, co był czynił (jako Szaweł) w swym „pierwszym” życiu; przestał pełnić wolę szatana, by zacząć pełnić wolę Bożą, w której wytrwał aż do swej męczeńskiej śmierci (2Tm 4,6n), mając udział w dziedzictwie świętych, tych, którzy kosztują szczęścia życia wiecznego, wraz ze św. Szczepanem, jak o tym mówi w kazaniu w dniu wspomnienia w Kościele św. Szczepana (26 grudnia) św. Fulgencjusz, bp Ruspe (467-533):
… Szczepan więc, aby zasłużyć na koronę, na jaką samo jego imię wskazuje, posłużył się miłością jako orężem i dzięki niej wszędzie zwyciężał. Miłość Boga nie dała mu ulec srożącym się przeciw niemu Żydom; miłość bliźniego kazała mu orędować za tymi, którzy go kamienowali. Z miłości ganił błądzących, aby się poprawili; z miłości modlił się za obrzucających go kamieniami, aby nie byli ukarani. Mocny miłością, przezwyciężył zapamiętałą nienawiść Szawła i tak wysłużył sobie, by jego prześladowca na ziemi stał się dlań towarzyszem w niebie. Jego święta i niestrudzona miłość pragnęła zdobyć modlitwą tych, których nie zdołała nawrócić upomnieniami.
A teraz Paweł weseli się wraz ze Szczepanem, razem z nim zażywa chwały Chrystusa, wraz ze Szczepanem raduje się i króluje. Tam, gdzie pierwszy poszedł Szczepan, ukamienowany przez Pawła, tam w ślad za nim podążył Paweł, wsparty modlitwami Szczepana.
Oto prawdziwe życie, bracia moi: Tam Paweł nie wstydzi się zabicia Szczepana, a Szczepan raduje się towarzystwem Pawła, gdyż w obu jest radosna miłość. Ona w Szczepanie przemogła srogość Żydów, w Pawle zakryła mnogość grzechów, w obu zaś na równi zasłużyła na posiadanie królestwa niebios…
(http://brewiarz.pl/indeksy/pokaz.php3?id=6&nr=045)
Bardzo trudno zrozumieć Pana Boga, Jego zrządzenia (zob. Rz 11,33). Szaweł – zaciekły prześladowca wyznawców Chrystusa staje się naczyniem wybranym (Dz 9,15n), niosącym Dobrą Nowinę, także na ziemię europejską. Zakochany w Chrystusie, głoszący Go bez wytchnienia w porę i nie w porę, oddaje wreszcie za Niego życie pod ciosem miecza w Rzymie. Ten zaś, który parę lat przebywał z Panem Jezusem w blasku Jego mocy i świętości – Judasz okazał się zdrajcą. Powinniśmy być z daleka od potępiania kogokolwiek, bo nie wiemy, kto może być wybrany do apostolstwa, a kto do męczeńskiej śmierci. Amen.
powrt